Walijskie Conwy

Przygode walijska zaczelismy od Conwy, niewielkiego zamkowego miasteczka w polnocnej czesci. Zatrzymalismy sie w bardzo przyjemnym walijskim domku dokladnie naprzeciwa zamku.

Salon w Conwy

Domek byl przeuroczy. Na pietrze na samym srodku niewielkiej lazienki stala wanna retro,  z ktorej przez starawe okiennice widac bylo dachy innych walijskich domow i mury zamku. Do lazienki schodzilo sie jeden stopien z dol z korytarzyka, a do sypiali jeden stopien w gore.  W pokoikach na pluszowych wykladzinach staly za duze, obficie zaslane lozka z niezliczona iloscia poduszek. Okna zasloniete byly zaslonami w wielkie kwiaty, a jesli otwieraly sie to tylko do gory,  zupelnie jak na starych filmach. Na dole w pokoju na lewo siedziala wielka nowoczesna kanapa z widokiem na telewizor. Za to w pokoju na prawo stal okragly drewniany stol, na scianie wisialy talerze, byl kominek choc niedzialajacy to jednak ocieplajacy pokoj swoim wygladem. Z pokojem polaczona byla kuchnia, z ktorej z kolei mozna bylo wyjsc na patio, ktore pewnie kiedys bylo czescia wiekszego ogrodu. Wszystko razem sprawialo, ze miejsce bylo przytulne i przyjemne.

DSC_4625

Niestety byl i  mankament, nieduzy, ale za to bardzo stormy: schody. Polozone w samym centrum domu, dzielace dol  na dwie czesci byly paskudnie niebezpiecza  a jednoczesnie najczesciej uzywana czescia domu. Pobudzaly wyobraznie doroslych dla ktorych jasne bylo, ze ze z szostka dzieci w domu upadek z takich schodow to tylko kwestia czasu… Na szczescie jednak najwyrazniej  bylismy tam zbyt krotko i wszystkie konczyny wyjezdzaly z Conwy cale i zdrowe.

Po Conwy pokrecilismy sie krotko w mocno deszczowe dni. Zobaczylismy zamek z kazdej strony, jako ze nie jest wielki ale za to  bardzo piekny. Zobaczylismy najmniejszy dom w Krolestwie, ktory jeszcze zupenie niedawno byl zamieszkaly i to przez roslego dryblasa. To akurat jest zupelnie zaskakujace, bo dom jest tak malutki, ze nawet Frodowi (temu od Tolkiena) byloby tam ciasno.   Na nabrzezu zjedlismy wielka porcje “fish and chips” z towarzystwie poteznych mew, dla ktorych frytki wyraznie sa stalym elementem diety. I po kilku dniach ruszylismy wglab Walii.