Maroko wiosna idealne dla dzieci

Zaraz po Swietach Wielkiej Nocy odwiedzilismy Maroko, kraj zaskakujaco przyjazny dzieciom! Nasz wyjazd byl bardzo intensywny: skladal sie z trzech i pol czesci. Najpierw wpadlismy w wir Marakeszowego handlu, halasu i kurzu. Potem dalismy sie poniesc urokowi Gor Atlas, ktore jako rodzicow zaskoczyly nas bardzo pozytywnie. Na koniec poplazowalismy na Oceanem, zeby na koniec wrocic jeszcze do Marrakechu przez wylotem do domu. 

obiad na dachu  

Tak wygladal nasz pierwszy Tajine i Couscous na dachu nad bardzo ruchliwa ulica cala w piachu.

na ulicy Marrakechu

Przemieszczanie sie po miescie piechota bylo jednak lekko dyskomfortowe, dlatego z najwieksza radoscia korzystalismy z dostepnych srodkow transportu. 

DSC_3739

Korzystanie z transportu spodobalo sie nam tak bardzo, ze w Gorach Atlas kontunuowalismy ten dobry i wygodny zwyczaj. 

gory Atlas

Choc oczywiscie nie ma to, jak zdobyc gore na wlasnych nogach! 

DSC_3786

Oczywiscie ramiona Taty licza sie jak „wlasne nogi”.

DSC_3944 

Co innego jesli pod stopami woda. 

DSC_4047

DSC_4136

Na koniec byl balkon z widokiem na basen. Z basenu korzystaly dziewczyny, z balkonu chlopaki. 

DSC_4187  

DSC_4179

Maroko owszem moze przerazic w pierwszym kontakcie. Odmiennosc kultury i zwyczajow moze rodzicom z nieduzymi dziecmi wydac sie nie do ogarniecia. I trudno wyobrazic sobie, zeby jakakolwiek lektura i zdjecia mogly wyeliminowac stan paniki, w jaki wpada rodzic po wyjsciu na ulice Marrakechu z dziecmi.

Nasza Tata okreslil to krotko po probie pierwszej rozmowy z taksowkarzem przed lotniskiem: „ja juz bylem, ja juz chce wracac”. Ale jednak warto zostac.

Pomimo krzyczacych taksowkarzy w miedzykontynentalnej mieszance jezykowej, wyrywajacych miedzy soba nasze walizki, kupione przez mame tuz przed wyjazdem w pieknym markowym sklepie; pomimo pedzacych motorowerow, z piskiem hamujacych tuz przed naszymi kolanami; pomimo oslow i koni z dwukolkami przeciskajacych sie pomiedzy nami w waskich uliczkach, pomimo koniecznosci posiadania oczu dookola glowy; pomimo tumanow kurzu, halasu, zgielku i niekonczacych sie zapytan, czy aby nie chcesz kupic zebow krokodyla albo chociaz pozwolic wezowi zakrecic sie na twojej szyji…. Bo mimo ze mozna od tego wszystkiego dostac ataku paniki albo przynajmniej porzadnego bolu glowy (Mama dostala zapalenia krtani), to bardziej jeszcze warto wziac gleboki oddech, cofnac sie o krok, uszczelnic uscisk na dloni dziecka i zaczac jeszcze raz z bardzo pozytywnym nastawieniem „jestem w Afryce a Afryka to nie Wielkopolska” i pozwolic panu na motorze jechac swoim temepem, on nie chce nam zrobic krzywdy; paniom rzucac sie z calusami na nasze corki, panom tarmosic czupryne synka, grzecznie i cierpliwie powtarzac „merci” na prawo i na lewo, oni wszyscy sa u siebie, my nie.

Wszystko to nie przeszkadza dalej robic swoje i cieszyc sie coraz bardziej miejscem i ludzmi, ktorzy sa jednym z najbardziej goscinnych narodow, jakie poznalismy.

Gdy teraz patrzymy na nasze zdjecia siedzac na wygodnej domowej kanapie, to… tak bardzo chcielibylibysmy znow tam byc i jezdzic mulem po Atlasie po najbardziej niebezpiecznych sciezkach gorskich, wiedzac, ze biedne zwierze (jeszcze bardziej Mama) nie chce spasc w przepasc z dziecmi na grzbiecie.

W jednym zdaniu wiec: do Maroka jechac warto poki dzieci sa nie za duze i mieszcza sie w komplecie na jednym siodle.