Pociagiem przez Wlochy

Po wielu wyjazdach autem, ktory zawsze jest nam namiastka domu i wielka szafa zdolna pomiescic wszystko, ostatniego lata wyruszylismy na nasza pierwsza wyprawe transportem publicznym. Zapakowani w podreczne walizki, ktore mozna uniesc samemu i wniesc do srodka samolotu, ruszylismy przed siebie. Zaczelismy ze Splitu, gdzie pozegnalismy Tate i auto i ruszylismy promem w kierunku Italii.

prom do Ankony

prom do Ankony

Choc nie byl to pierwszy raz, gdy plynelismy promem, wszyscy bylismy mocno poruszeni w momencie odbijania od brzegu. Spanie na samym dnie statku przy warkocie silnika bylo dosc przerazajace, ale  przede wszystkim krotkie, gdyz do Ankony przybilismy juz o 7 rano!  Potem poruszalismy sie juz pociagami, autobusami, tramwajami i metrem, zeby na koniec samolotem poleciec do domu. Z lotniska jednak rowniez pod same drzwi dojechalismy o wlasnych silach i na wlasnych nogach: autobusem i pociagiem.Taki mielismy nieluksusowy zamysl i wielka ambicje.

Wlochy maja system kolei bardzo przyjazny rodzicom: dzieci jezdza gratis! Bilety mozna kupowac przez internet, te kupione na tydzien wczesniej kosztuja mniej niz w kasie. Kupowanie na dworcach jest rowniez proste, jako ze najczesciej dokonuje sie tego przy pomocy wielojezycznej maszyny.

Konieczne zabiegi zwiazane z poruszaniem sie metrem i autobusem wydaly nam sie bardziej skomplikowane glownie za przyczyna braku doswiadczenia, ale poradzilismy sobie i z ta przygoda zupelnie przyzwoicie: za kazdym razem udalo nam sie dojechac do celu choc nie zawsze o zaplanowanym czasie. 

W Loreto na przyklad, dokad pojechalismy autobusem z Ankony spedzilismy dodatkowe dwie wieczorne godziny po tym, jak „nasz” autobus uciekl nam sprzed nosa. Wlasciwie do teraz nie wiemy, dlaczego tak sie stalo, ale pewnie dlatego wlasnie, ze bylismy we Wloszech…

Na przystanek autobusowy udalismy sie dobre dwa kwadranse przed planowanym odjazdem autobusu tak, ze mielismy sporo czasu na kupienie odpowiednich biletow w kiosku i dopytanie sie Pana Sprzedwacy, skad bedzie odjezdzal autobus. Na rozkladzie jazdy, ktory nosilismy ze soba caly dzien, napisane bylo, ze  z „centrum”, ale Loreto wyraznego zwlaszcza autobusowego centrum nie ma, wolelismy przeto, aby ktos lokalny wskazal nam palcem, gdzie powinnismy czekac na autobus. Pan Sprzedawca objasnil nam dokladnie choc po wlosku, ze autobus przyjedzie ze wschodniej strony miasta, wjedzie w ulice boczna, gdzie zostawi pasazerow na ostatnim przystanku, po czym wyjedzie na ulice glowna i skreci „o tam, naprzeciw kawiarni z napisem Cafe ” i zatrzyma sie na pierwszym przystanku w kierunku Ankony. Wszystko wydawalo sie jasne wiec zadowoleni stanelismy naprzeciwko kawiarni Cafe wypatrujac autobusu. Ten jednak nie nadjezdzal, co z lekka zaczelo nas niepokoic. Dodatkowo zauwazylismy, ze jestesmy jedynymi osobami czekajacymi na przystanku. Dziesiec minut po wyznaczonej w rokladzie jazdy godzinie zobaczylismy autobus pedzacy ze wschodu z wyrazna litera R na czole. Podskoczylismy z radoscia i ulga.  Zgodnie z zapowiedzia Pana Sprzedwacy autobus skrecil w boczna uliczke na mala chwilke i zaraz pojawil sie na odleglym od nas  o kilka metrow skrzyzowaniu, po czym nie przystajac ani na nim, ani na naszym przystanku przemknal przed nami nabierajac predkosci z kazdym metrem. Zupelnie zaskoczeni znieruchomielismy na pol sekundy, ale pod jej koniec bylismy juz na srodku ulicy wymachujac rekoma za odjezdzajacym autobusem.  Kolejna sekunde pozniej pedzilismy w dol ulicy pchajac podskakujaca Tereske w wozku i robiac przy tym sporo halasu. Wywolalismy tym niemalo zamieszania i chyba rozbawienia wsrod klientow kawiarni Cafe, ale autobusu nie mielismy szansy dogonic. Ostatnia acz minimalna nadzieja pojawila sie, gdy zobaczyslimy czerwone swiatlo na skrzyzowaniu, do ktorego zblizal sie autobus, ale ten potraktowal je zupelnie tak jak nas przed chwila i  za moment zniknal nam z oczu. Zawiedzeni wrocilismy do Pana Sprzedawcy Biletow poskarzyc sie na swoj los, ale on, ktory widzial, co sie stalo, wcale nie wydawal sie zaskoczony. „Pewnie mu sie spieszylo. Byl spozniony, a o tej porze nie ma pasazerow. Trzeba bylo stanac na przystanku koncowym, to by was zabral” – tlumaczyl calkowici wbrew wszystkim swoim wczesniejszym radom.   „Za dwie godziny jest nastepny, wtedy bedzie wiecej ludzi jechalo wiec na pewno sie zabierzecie.” – uslyszelismy na pocieszenie. Wlasciwie nie wiedzielismy, czy mamy sie zloscic na Szalonego Kierowce, Sprzedawce Biletow, czy moze samych siebie, ale pewne bylo, ze nie mamy innego wyjscia, jak tylko czekac na nastepny autobus.  Postanowilismy wiec gorzki smak porazki zamienic na slodycz  duzych lodow truskawkowych  i  od razu poczulismy sie znacznie lepiej.  

Dwie godziny pozniej stajac na tym samym przystanku, bez przeszkod wsiedlismy do autobusu wiozacego nas do Ankony. W trakcie jazdy spotkala nas jeszcze jedna przygoda w osobie Pana Konduktora, ktory  usmiechal sie do nas serdecznie,oddawal nasze bilety kazdemu osobiscie do reki wesolo przy tym zagadujac, glaszczac Tereske po glowie i  obsypujac nas komplmentami.  Jako ze byl jedynym z niewielu konduktorow, ktore nasze dzieci spotkaly w zyciu, od tego dnia konduktorzy sa przez nas uwazani za ludzi wesolych, sympatycznych i bardzo kulturalnych. 

Po Wloszech „wozilismy sie” jakis czas dzielnie uzywajac tylko komunikacji publicznej i wlasnych nog (nie liczac Tereski, ktora glownie korzystala z wlasnego wozka), co co chwile bylo zrodlem rozmaitych przygod i niezapomnianych przezyc. Wszystkie czynnosci zwiazane z uzywaniem transportu publicznego:  kupowanie biletu, poszukiwanie odpowiednich przystankow czy peronow, sprawne wsiadanie i wysiadanie, a przede wszystkim kasowanie biletow, bylo niebywale ekscytujace dla naszych dzieci zyjacych w erze „Mamy-” i „Taty-taxi”.

Dopiero na sam koniec skorzystalismy z taksowki wiozacej nas na poranny samolot do domu, jako ze o piatej nad ranem Mama wolala jednak zaufac Panu Taksowkarzowi anizeli Wloskim Kolejom Panstwowym. Bylismy jednak tak dzielni, ze z lotniska pod wlasne drzwi dotarlismy rowniez transportem miejskim, co uznalismy za odpowiednie zakonczenie dla naszych wakacji.

Polecamy Wlochy pociagiem na wakacje.

http://www.trenitalia.com  (strona w jezyku wloskim, angielskim i chinskim) 🙂 

Beztroski czas z aucie

Beztroski czas z aucie

IMG_0967[1]

w pociagu do Mediolanu

w pociagu do Mediolanu

na samym dnie statku

na samym dnie statku

glowna atrakcja podrozy

glowna atrakcja podrozy

druga po autobusowych kasownikach atrakcja: telefony miejskie.

druga po autobusowych kasownikach atrakcja: telefony miejskie.