SNOWDON – 1085M N.P.M.

 

DSC_6565

Choć szczyt nie jest może aż tak wysoki, jest bezsprzecznie najwyższy w Angli i Walii. Nie w Wielkiej Brytanii jednak,  gdyż o około 300 m przewższa go Ben Nevis, który leży w Szkocji. Na szczyt Snowdonu prowadzi aż dziesięć tras. Każda z nich jest dokładnie opisana w niezliczonej ilości przewodników i relacji prywatnych zakochanych w swojej górze Anglików. Mimo że trasy nie są oznaczone kolorowymi paskami, do jakich jesteśmy przyzywczajeni, trudno się zgubić: Snowdon codziennie zdobywany jest przez setki piechurów, którzy sami sobą wyznaczają szlak.

Nasza przygoda zaczęła sie o północy. Poprzedniego wieczoru dostaliśmy czterocyfrowy kod do drzwi wejściowych schroniska, gdyż recepcja Snowdon Ranger  czynna jest tylko do godziny 10 wieczorem. Nawigacja idealnie doprowadziła nas pod same drzwi, ale wokoło było tak ciemno, że postanowiliśmy zaparkowac tuż przy wejsciu, lekko obawiając się ciemnej strony parkingu. Gdy otworzyliśmy drzwi samochodu uderzył nas intensywny zapach wsi. „Fuu, krowy!” zawołały dzieciaki. „Cóż, taki urok miejsca” – to standardowa odpowiedź –  „za chwilę przyzwyczaimy się i nic nie będziemy czuli”. W kompletnej ciemności wypakowaliśmy nasze torby i plecaki z auta, odnaleźlismy kartkę z zapisanym kodem i ruszylismy do drzwi.

Po kilku próbach  i niezmiernie zaciętej walce z starym zamkiem, drzwi wejściowe w końcu otworzyły się i mogliśmy wejść do środka. Wewnątrz panował półmrok i kompletna cisza. Klucz do naszego pokoju leżał na blacie recepcji, dokładnie tak, jak umówilismy się z panią gospodynią kilka godzin wcześniej. To nocne wchodzenie do nieznanego domu było dla nas bardzo dużym przeżyciem. Teraz jednak pozostało nam tylko wejść po wąskich drewnianych schodach na piętro, odszukać nasz pokój i do łóżek. Następnego dnia mieliśmy ruszyc na szczyt – 1085m n.p.m., potrzebowaliśmy więc wypocząć.

Obudziliśmy się w doskonałych humorach i od razu rzuciliśmy sie do okien. Dopiero teraz mogliśmy zobaczyć, gdzie jesteśmy. Widok zapierał dech w piersiach: ilość zieleni w Narodowym Parku Snowdonii jest wręcz niewyobrażalna!

Najbardziej zdziwiło nas jednak to, że  w około nie było ani jednej krowy! Za to wszystkie zielone zbocza pełne były biało-szarych baranów i owiec. Okazało się również, że są one różnych ras, co poznawaliśmy po różnorakich kształtach i kolorach ich głów i rogów. Jak się później przekonaliśmy zwierzęta te przyzwyczajone były do ludzi kręcących się po ich pastwiskach. Nie zwracały na nas najmniejszej uwagi, tak że nawet Tereska przestała się ich obawiać i dzielnie maszerowała po zabaranionych łąkach wśród wełnianych czworonogich kulek.

Tymczasem ranek był przepiękny i dzień zapowiadał się ciepły i słoneczy.

W drogę na Snowdon ruszyliśmy po obfitym angielskim śniadaniu, przygotowanym przez obsługę schroniska. Większość gości szykowała się tak jak my na szczyt, co tworzyło w schronisku prawdziwie wspólnotową atmosferę. Później na szlaku rozpoznawaliśmy się wzajemnie, pozdrawialiśmy się wesoło wspierając w drodze, na szczycie gratulowaliśmy sobie dościa, a w schronisku powrotu ze szczytu.

Z początku droga była nietrudna wręcz spacerowa. Nasza czteroletnia Tereska dawała sobie świetnie radę choć koniecznie chciała chodzić poza ścieżką, najlepiej skakać po największych kamieniach. Wkrótce jednak trasa zaczęła prowadzić przez coraz bardziej strome zbocze. A przy tym wiatr robił się znacznie bardziej dokuczliwy. Musieliśmy więc włożyć na siebie dodatkowe warstwy, czapki i rękawiczki. Widoki robiły się z każdym zdobywanym metrem piękniejsze i wkrótce na horyzoncie dostrzec mogliśmy ocean. Na samym szczycie jednak  temperatura spadła do zera stopni, co bardzo dało nam się we znaki. Na ziemi  leżało sporo śniegu, który pewnie wzbudziłby nasz zachwyt o tej porze roku, gdyby nie to, że było nam naprawdę zimno. Byliśmy  tak zmęczeni kilkugodzinnym marszem, wiatrem i chłodem, że nie mieliśmy już siły na śnieżne zabawy…

Niestety sam szczyt okazał się lekkim rozczarowaniem: tłum był tak wielki, że miejsce to bardziej przypominało plac targowy niż szczyt górski. W dodatku bar, w którym obiecywaliśmy sobie ciepłą czekoladę i duże ciacho dla każdego,  był nieczynny, tak że zostało nam tylko posiedzenie na  jego schodach. Musieliśmy zadowolić się suchym prowiantem  przyniesionym na własnych plecach, a właściwie jego resztkami, co było bardzo marną atrakcją, zwłaszcza w porównaniu ze spodziewaną gorącą czekoladą przy cieple palącego się kominka…

W pewnej chwili zaczął  padać śnieg, choć była już pełnia wiosny i jeszcze tego ranka wychodziliśmy ze schroniska w krótkich rękawkach. Postanowiliśmy nie czekać, tylko ruszać czym prędzej w dół. Schodząc coraz niżej widzieliśmy za sobą wielką białą chmurę zachodzącą na szczyt Snowdonu, tak że wkrótce nie było go w ogóle widać. Nam jednak robiło sie coraz cieplej, cieszyliśmy się pięknym słońcem nad głowami oraz tym, że udało nam się zdobyć szczyt i szczęśliwie wrócić na dół.

 

IMG_1593

Po południu świętowaliśmy przy tradycyjnych Fish’n’Chips, których na wycieczce w tej częsci Europy nie może zabraknać.

 

Snowdon jest piękną wycieczką dla dzieci, ale nie można go zlekceważyć: pogoda zmienia się w mgnieniu oka, różnica temperatur jest ogromna, a  na  szczycie nie ma żadnego schoronienia. Nawet wiosną i pewnie latem warto mieć ze sobą czapki i rękawiczki, kurtki przeciwdeszczowe są absolutną koniecznością. Można jednak się do wspinaczki świetnie przygotować, gdyż relacji z tras jest bardzo dużo. Wystarczy wpisac „Snowdon” na youtubie.

DSC_6604

 

Można także wjechać na  szczyt pociągiem, choć to nie wydaje się godne prawdziwych piechurów.