Czarny Las – Schwarzwald – Salva Negra

 IMG_2992

Przez Niemcy najczęściej przjeżdżamy mknąc po autostradach i niewiele myśląc o tym, co mijamy. Tej wiosny postanowiliśmy to zmienić i zajrzeć głębiej do sąsiadów. Wybraliśmy Czarny Las, bo to najcieplejszy rejon Niemiec, idealny na wiosenną porę.

Zatrzymaliśmy się w małej wiosce Waldulm w domu na szczycie całkiem niemałej góry. Nie wiemy, czy to my mieliśmy tak wyśmienite szczęście, czy każda schwarwaldzka wakacyjna przystań jest tak udana, ale wszyscy byliśmy absolutnie zachwyceni naszą kwaterą i całą okolicą.

Wokoło pełno było kwitnących jabłoni wszelakich rozmiarów w niekończących się sadach na wysokich wzgórzach. Tymczasem winorośle pozostawały dość surowe i wciąż bezlistne z charakterystycznie szeroko rozpiętymi gałęziami. Taka wiosna oznacza, że festiwal widoków i zapachów trwa tam całe lato i kończy się jesiennym winobraniem.

My rozpoczęliśmy nasz pobyt wędrówkami po okolicznych szlakach, których jest niemało. Oznaczenia są jasne, podane w kilometrach. Wędrówki okazywały się trudniejsze niż zakładaliśmy, głównie dlatego, że nasz dom znajdował się na szczycie góry i każda wycieczka kończyła się zdobywaniem naszego własnego szczytu! Któregoś dnia zauważyliśmy, że nad naszym domem rośnie wyjątkowo wysoko sosna, którą widać z daleka. Dzięki niej mogliśmy odnajdować zawsze kierunek do domu, co było bardzo miłe.

Zajrzeliśmy do Wodospodów Wszystkich Świętych (Sagenrundweg Allerheiligen Wasserfälle und Klosterruine), które znajdują się na bardzo urokliwej i niewymagającej trasie Parku Narodowego. Spacer wśród wodospadów zajął nam większą część poranka. Resztę dnia planowaliśmy spędzić na dalszej  wędrówce, jednakże przy dokładnie ostatnim wodospadzie doszło do wodnej wpadki i zamiast na szlak pomknęliśmy do domu!

Na dole we wiosce znajdowała się bardzo urocza winiarnia z lokalnymi produktami. Okazało się, że prowadzi przez nią szlak winny i choć tym szlakiem nie pomaszerowaliśmy, „naszą” winiarnię odwiedzaliśmy chętnie.

Któregoś popołudnia wybraliśmy się do Baden-Baden. Jest to przeurocze miasteczko, znane głównie jako kurort  z dużym kasynem. Nie będąc w nastroju na Spa ani na Ka-Ching ograniczyliśmy się do spaceru z pysznym deserem dla każdego i kawy dla Mamy. Miasteczko pełne również było interesujących butików i sklepików jubilerskich, od których trudno było odwrócić wzrok.

Do katalogowej atrakcji Salve Negra należy rónież skansen Schwarzwälder Freilichtmuseum Vogtsbauernhof, gdzie warto spędzić niespieszny słoneczny dzień. Nam pogoda niedopisała, ale i tak miło było popatrzeć „jak to było w dawnych czasach”.

Po tygodniu w Czarnym Lesie byliśmy wypoczęci i zrelaksowani a  korzystając z okazji, że do Francji i Szwajcarii jest stąd bardzo blisko, postanowiliśmy odwiedzić również Strassbourg i Bazyleę. Oba piękne choć bardzo różne miasta z przepięknymi starówkami, masą muzeów, smacznych lodów (i kawy).