Podróż z dziećmi samolotem

Dzieci latają w samolotach bardzo często i to na wszystkich rodzajach tras. Pasażerowie chcący uniknąć kontaktu z nimi wybierają klasę Biznes, a ci, którzy lecą „klasą drugą”,  na szczécie są najczęściej dzieciom i ich rodzicom przychylni.

My spotykamy się zawsze z dużą ilością życzliwości i pomocy z każdej strony – zarówno obsługi, jak i współpasażerów.

Nie zmienia to jednak faktu, że podróż samolotem jest często przeżyciem bardzo, bardzo stresującym.

Jeśli jest to nasza pierwsza podróż samolotem, to trzeba założyć, że będzie nerwowo. Musi być. A jeśli dorośli się denerwują, dzieci też będą niespokojne. Może nawet nadpobudliwe, niegrzeczne, nie do zniesienia… Im spokojniejsi dorośli, tym dzieci stają się jakby grzeczniejsze i nie robią za wiele kłopotu.

Oto kilka wspomnień o nas i rad dla wybierających się z dziećmi Paravion-em.

Noworodki  właściwie mogą latać w samolocie od razu, choć nie jest to zalecane ani trochę. Przeloty tak malutkich dzieciaczków są najczęściej koniecznością, na przykład: powrotem do Polski. Różnica ciśnień i suchość powietrza w kabinie może być dla nich nieprzyjemna, ale najczęściej robią to, co lubią najbardziej: śpią. Nie ma się czego obawiać, tylko trzymać malucha przy sobie blisko. Siodełka samolotowe można wnosić ze sobą bez dodatkowych opłat aż przed wejście do samolotu, w niektórych liniach również do środka. Należy jednak pamiętać, że maluch nie powinien leżeć w siodełku samochodowym dużo dłużej niż godzinę. Toalety samolotowe bynajmniej nie są przystosowane do działań pieluchowych, tu potrzebna jest pewna doza pomysłowości, sprytu, czasem nawet odwagi.

Nasza córka miała 5 tygodni, gdy pierwszy raz leciała samolotem razem z nami. Nasłuchawszy się historii o konieczności przełykania śliny dla odblokowania uszu podczas starów i lądowań, zaraz po zapięciu pasów przystąpiłam z zaangażowaniem do karmienia Małej. Ona wcale nie wydawała się być głodna, ale ja mocno nalegałam. Po kilku minutach dość intensywnego karmienia Mała przekręciła się na boczek, po czym wylała z siebie wszystko, co przed chwilą połknęła, prosto na moją bluzkę. Po tym nieoczekiwanym zabiegu przekręciła się w drugą stronę i spokojnie zasnęła.  Przespała cały lot.

 

Podróżowanie z dziećmi ciut starszymi jest chyba największym wyzwaniem dla rodziców: to wtedy, gdy maluchy zaczynają pełzać, raczkować, chodzić i przede wszystkim głośno wyrażać swoją niezgodę na panujące warunki bez najmniejszej chęci współpracy lub choć zrozumienia dla własnych rodziców i współpasażerów!  Do lotu ze starszymi niemowlakami warto się przygotować.  Okresy długiego oczekiwania w jednym miejscu, których podczas podróży nie brakuje (przed otwarciem bramek, przed wejściem do samolotu, czekając na bagaż, przed kontrola paszportów) mogą być prawdziwym sprawdzianem rodzicielskiej cierpliwości, ale niekoniecznie katastrofą. Najważniejsze wydaje mi się zabezpieczenie odpowiedniej ilości jedzenia i picia. Zaraz po tym sprawne i zapobiegawcze radzenie sobie z czynnościami higienicznymi oraz kontrolowanie temperatury dziecka. Dziecko niekoniecznie płacze, bo się nudzi (tak jak my),  może po prostu być mu za ciepło.  

Do samolotu dobrze jest wziąć minimum jedną (w zależności od długości lotu) pełną zmianę ubrań dla malucha i woreczki, żeby w razie “wypadku” –  być gotowym. Czasem warto nawet móc pozbyć się balastu brudnych rzeczy, aby nie musieć się tym martwić podczas dalszej podróży. Dodatkowo warto zabrać kilka podróżnych zabawek, tj. takich używanych z rzadka, żeby były nowością na czas podróży, do tego ulubione książeczki i koniecznie Przytulankę.

Jeśli dziecko używa smoczek lepiej, żeby w torebce mamy czekały jeszcze dwa następne, zupełnie identyczne. I pamiętajmy, że smoczki zawsze lądują na podłodze, nie trzeba się z tego powodu denerwować.

Przy całej uwadze poświęconej dzieciom podczas lotu nie można zapomnieć o samym sobie – należy mieć dla siebie coś do picia i przekąszania i do tego koniecznie coś na ból głowy, który lubi dosięgnąć rodzica w samolocie.

Dla nas najtrudniejsze chwile zdarzły się, gdy nasz maluch koniecznie chciał podskakiwać lub zajrzeć na siedzenie z przodu, podczas gdy nam najbardziej chciało się spać!

Gdy dzieci zaczynają mówić i rozumieć, co się dzieje, warto opowiedzieć im, co zdarzy się podczas planowanej podróży. Tak żeby nic (a przynajmniej nie wszystko) nie było dla nich zaskoczeniem. Nasze dzieci uwielbiały słuchać o tym, co będziemy robić w podróży: że najpierw wstaniemy, jak jeszcze będzie ciemno na dworze i wszyscy będziemy chcieli ciągle spać, ale będziemy bardzo dzielni: kto sie ubierze sam a kogo ubiera mama?  Potem na lotnisku wszyscy będą zdejmować buty i kłaść je na taśmę, a pan będzie je oglądał w telewizorze  (to był zawsze element komiczny). Opowiadaliśmy, że każde dziecko musi samo przejść przez bramkę – to takie zadanie dla najodważniejszych! Jeszcze później, że musimy znaleźć wolne miejsca, że Tata chyba kupi mamie kawę, kto pójdzie z Tatą? Czy dzieci będą wolały sok czy lemoniadę?  Ile schodów prowadzi do samolotu?  Im więcej elementów podróży jest zaplanowane i omówione, tym każdy czuje się bezpieczniej.

Dzieciaki bardzo szybko robią się odpowiedzialne za to, co ich dotyczy. Uwielbiają być ekspertami w wyznaczonych dziedzinach „proszę mi przypomnieć, żeby kupić wodę do samolotu”, „kto tu znajdzie toalety?” Dla naszych wielka atrakcją było posiadanie własnej walizki, która była dokładnie taka jak mamy lub taty. Rozmawianie z dziećmi, o tym, co wokół, o tym, co będzie, o nich samych bardzo pomaga na każdym etapie podróży. Choć może wydawać się męczące, daje lepsze rezultaty niż pozostawienie dzieci samym sobie z ich lotniskowymi strachami.

 

Nasz niezapomniany lot miał miejsce, gdy podróżowałam sama w siódmym miesiącu ciąży z dwulatkiem i roczniakiem z Londynu do Gdańska. Byliśmy ostatnimi pasażerami wchodzącymi do samolotu, w którym ludzie kończyli zajmowanie miejsc. Znając swój numer fotela spojrzałam w głąb samolotu szukając naszych miejsc. Nagle natrafiłam na wzrok młodego człowieka. Wpatrywał się we mnie pełen niedowierzania i rosnącego przerażenia. Zdawał się krzyczeć: „wszyscy, tylko nie ona!” Biedny młodzieniec chyba miał już nadzieję na lot przy dwóch wolnych miejscach, gdy oto zjawiłam się ja – ponad rozmiarowa z dwójką małych dzieci na rękach. Zanim doszłam do naszego rzędu, młody człowiek wstał i  sięgnął po  swoją torbę z szafki. Szybkim ruchem wyjął z niech stopery, które zamontował sobie w uszach i dopiero wtedy usiadł na swoim miejscu przy oknie. Przez całą drogę oglądał widoki na zewnątrz i nie odwrócił się z naszą stronę ani na chwilę.  Było mi go bardzo szkoda, ale nic nie mogłam zrobić, aby mu ulżyć w podróży.  Tymczasem moja dwuletnia córka zaprzyjaźniła się z miłą panią z tylnego siedzenia. Opowiedziała jej całą historię rodzinną, wyjawiła wszystkie koneksje i zależności między członkami bliższej i dalszej familii. Dodała do tego listę swoich ulubionych potraw, najlepszych koleżanek z sąsiedztwa oraz różnorakie spostrzeżenia na temat życia dwulatka. Pani chyba dość dobrze się bawiła, bo chętnie podtrzymywała rozmowę, dzięki czemu ja mogłam zająć się drugim dzieckiem i własnym kręgosłupem.

Innym razem, gdy wracaliśmy z wakacji z niedużymi jeszcze dziećmi, nie udało nam się zabezpieczyć biletów wszystkich obok siebie. Nasz trzy- i czterolatek mieli siedzieć osobno. Przy wejściu do samolotu poprosiliśmy Stewardessę, czy nie mogłaby przesadzić pasażerów, tak abyśmy mogli siedzieć razem. Niestety ona uznała sprawę za zbyt skompilowaną i przeto niemożliwą do zrealizowania. Nie do końca szczęśliwi zajęliśmy miejsca w różnych częściach samolotu. Znacznie bardziej niż my, nieszczęśliwe okazały się nasze dzieci, które nie miały najmniejszych skrupułów, aby okazać to w jakże charakterystyczny dla ich wieku, bezkompromisowy sposób! Osoby siedzące obok naszych maluchów zaraz powzięły akcję przeprowadzkową  – natychmiastowej zamiany miejsc. Ponad pół tuzina osób zgłosiło się na ochotnika i zanim samolot włączył silniki, wszyscy siedzieliśmy razem. Pani stewardesa odebrała  dość ważną lekcję podczas tej podróży. My też: miejsca rezerwujemy od razu.

One comment

  1. My również ostatnio lecieliśmy z panem, który gdy zobaczył z kim mu będzie lecieć odwrócił głowę w stronę okna i tyle go widziałam. Na szczęście podróż minęła o niebo łatwiej niż przypuszczałam, bo Mała była zainteresowana wszystkim co się działo dookoła. Szczególnie paniami puszczajacymi zaczepnie oko. Pozdrawiamy nasz ulubiony blog 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.