Jak wybrać narty dla dziecka i zacząć jeździć…

Jazda na nartach jest świetną zabawą dla całej rodziny – tyle, że nie tak od razu. Trzeba się do niej porządnie przygotować i spędzić sporo czasu na ćwiczeniu i szlifowaniu umiejętności, ale w perspektywie lat (a raczej zim):   warto, warto, warto.
Dzieci mogą zacząć szusować mając zaledwie kilka lat. Nasze zaczęły od 4-5 roku życia; kolejne rodzeństwo zaczyna jeszcze szybciej widząc starszych świetnie bawiących się na stoku.
Pierwsze narty do prawdziwej jazdy nie powinny być już plasikową zabawką – na tych najczęściej nie da się jeździć. Nie muszą być jednak nowe. Jako że jest to sprzęt na najwyżej dwa lata dla jednego dziecka, warto rozważyć zakup nart używanych i po użyciu przekazać dalej.
Buty kupujemy na wymiar wkładki. (Nie trzeba się bać zakupu przen internet, to znacznie rozszerza ofertę i możliwości wyoru.) Należy dokładnie zmierzyć długość wkładki zimowego buta dziecka, bardzo delikatnie zaokrąglić w górę (miejsce na ciepłą skarpetkę) i śmiało kupować. Nie jest dobrym pomysłem kupowanie butów „na wyrost” – w za dużych butach jeździ się bardzo niewygodnie, a nawet niebezpiecznie. Za małe buty łatwo sprzedać i za rok kupić następne.
Po zakupie nasz Mały Narciarz powinien mieć czas na zaprzyjaźnienie się ze swoimi butami. Są one o wiele cięższe niż nawet najcięższe kozaki. Najlepiej pozwolić dziecku pochodzić w nich po domu w rozpiętych lub poluźnionych butach (koniecznie na dywanie, żeby uniknąć wywrotek na śliskiej powierzchni). Gdy pewni będziemy, że buty pasują, dobrze jest wyjśc na śnieg w już zapiętychbutach i pełnym rynsztunku, ot tak, poćwiczyć chodzenie. Dodatkowo warto  jest poćwiczyć wkładanie i zdejmowanie butów, które początkowo może zabierać sporo czasu, czasem nawet być frustrujące, ale z czasem staje się dziecięcą igraszką.
Wkrótce będziemy mieć pewność, że dziecko czuje się wygodnie i pewnie nosząc buty narciarskie. Wtedy możemy ruszać na górkę.
Poważnym błędem jest założenie dziecku nowych butów po raz pierwszy dopiero na stoku narciarskim.
Narty – patrząc z perspektywy rodzica (i dziecka) , najważniejsza zasada brzmi „im krótsze tym lepsze”. Specjaliści polecają narty długości wzrostu dziecka, czasem do wysokości ucha. Na pierwsze starcie ze śniegiem wystarczą narty do ramion. Nasze pierwsze deski miały 90 cm długości I sprawdziły sie na każdym dziecku. Krótsze narty są łatwiejsze do sterowania I lżejsze.
Narty powinnym być dobrze wyserwisowane: naostrzone na krawędziach i wygładzone od spodu.
Kijki dla początkujących nie są potrzebne wcale, ale jeśli zależy nam na kompletnym wizerunku narciarskim to powinny być trzymane w dłoni przy ręce zgiętej w łokciu pod kątem prostym (stojąc na nartach!)
Kask – jest elementem najważniejszym I dobrze , żeby był nowy. Przy zakupie kasku trzeba wziąć pod uwagę obwóg głowy I wiek dziecka. Dla bardziej brawurowych narciarzy – nawet zupełnie początkujących – warto postarać się o kask z gardą (elementem zabezpieczającym rzuchwę I nos). Pod kask dobrze jest dziecku ubrać kominiarkę.
Gogle / okulary – te nalepiej kupić po przymierzeniu wedle życzenia dziecka.
Kombinezon i rękawiczki – u nas najbardziej sprawdzały się jednoczęsciowe, jako że dawały gwarancję szczelności, ale nie unikaliśmy również klasycznych dwuczęsiowych, o ile miały spodnie miały szelki i nieprzemakalną warstwę przynajmniej na pupie. Na wyjazd narciarski na ferie dla dzieci małych dobrze jest mieć kombinezon zapasowy, a rękawiczek przynajmniej dwie pary, przymocowane do kombinezownów.

DSC_3218
Pierwsze kroki
Samo wprawienie nart w ruch i ślizg może być dla dziecka szokiem. Dlatego najpierw należy pozwolić im pochodzić na nartach po płaskim terenie, popróbować poślizgać się lub samemu pociągnąć dziecko za sobą dorosłymi kilkami.
Nie możemy wymagać od dziecka niemożliwego, czyli że zjedzie z górki bez strachu czy zastanowienia z uśmiechem na twarzy albo, że będzie umiało skorzystać z wyciągu. Młody narciarz musi przełamać niemałą dawkę strachu zanim pozwoli nartom nieść się po białym puchu. W pierwszych momentach nauki kluczowe jest mocne wsparcie, dużo pochwał i niekłamane zainteresowanie rodzica – dziecko podejmuje cały ten trud własnie dla Mamy  Taty. Początkujący wcale nie musi doświadczać upadków, ale nie może się ich obawiać (tu znów sprawdza się zasada – im któtsze narty, tym łatwiej).
Dla dziecka 4-5 letniego pierwsze zjazdy to dystans niedłuzszy niż 6-10 metrów, najlepiej w bliskim towarzystwie rodzica. Pierwsze próby dziecka oznaczają dla rodzica częste bieganie , zakładanie, zdejmowanie i noszenie nart dziecka (które jednak dla przykładu dobrze odbywać w butach narciarskich!) Nasze doświadczenie mówi, że im więcej rodzic się rusza na górce tym dziecko chętniej jeździ.
Jeśli mamy dostęp do wyciągu dla dziecka – ruszającej się podłogi – bardzo warto z takiego skorzystać. To najbardziej przyjazna dziecku forma wyciągu i zabawa sama w sobie. Nasza najmłodsza córka wychodziła na narty głownie po to, żeby pojeździć w górę ruszająca się podłogą.
Z czasem dziecko stanie się coraz pewniejsze i chętne na dłuższe zjazdy lub wyższą górkę.
Ulubioną zabawą naszych dzieci  – zanim same zaczęły jeździć same –  były zjazdy z rodzicem „między kolanami”. W ten sposób w bardzo bezpieczny sposób mały narciarz oswaja się z prędkością i pokonuje strach – stojąc samodzielnie na nartach. Należy być tu jednak bardzo ostrożnym i swoją prędkość ściśle dostosować do możliwości dziecka ( i własnego kręgosłupa).
Poważną trudnością dla naszych dzieci były zawsze wyciągi. Wszystkie „dorosłe” odmiany inne niż krzesełka i  kabiny były dla nich niedostępne samodzielnie, a to poważnie utrudniało jazdy. Dopiero po opanowaniu jazdy na wyciągach, dzieci mogły zacząć się dalej uczyć zjeżdzać.
Jeśli tylko nie jesteśmy związani feriami warto rozważyć wyjazd na narty w marcu lub nawet w kwietniu. Temeratury są wtedy łagodniejsze i często dodatkowe skarpety, szaliki i grube rękawice nie są potrzebne.
Dobrze również zdać sobie sprawę, że małuch , nawet bardzo chętny, nie jest w stanie wytrzymać na śniegu dłużej niż 2-3 godziny. Dlatego dobrze znaleźć miejsce noclegowe z łatwym dostępem do wyciągu/ górki, tak aby móc iść pojeździć „na godzinkę” i wrócić na przerwę do domu, żeby móc po południu wyjść znowu ( tu przydaje się kombinezon na zmianę). My na pierwszych wyjazdach z dziećmi najczęściej wychodziliśmy na narty dopiero w południe – podczas przerwy lunchowej. Stoki i wyciągi były wtedy puste, a temepratura najwyższa. Poranki i wieczory spędzaliśmy na sankach (często w butach narciarskich).
Naszą najmłodszą córkęw wieku 5 lat zapisaliśmy do szkołki narciarskiej na zajęcia grupowe. Mieliśmy nadzieję, że da nam to okazję do pojeżdzenia samemu. Niestety nie bardzo jej się tam podobało i kolejnego dnia nalegała, żebym siedziała na ławce i patrzyała na nią cały czas. Większość czasu spędzała czekając na swoją kolej lub patrząc, jak Pani Istruktor podnosi kolejne dziecko na stoku. Ostatecznie po trzech dniach zrezygnowalismy ze szkółki, a raczej zamieniliśmy ją na „bat” na naszą pociechę: „jak będziesz niegrzeczna, to oddam Cie do szkółki.” Czyli to doświadczenie też się przydało!
Miejsce najbardziej przyjazne małym dzieciom odnaleźliśmy we Francji – w Alpe d”Huez ( w okolicy Grenoble), ale jest ich bardzo dużo (i są swietnie oznakowane) w każdych górach, a zaangażowany i roześmiany rodzic wszędzie może sprawić, że jazda na nartach będzie dla dziecka niesamowitą przygodą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.