Spacer po Akropolu

DSC_2408

Wstaliśmy rano, żeby nie tracić ani chwili dnia.

Chłopaki pobiegli po świeże bułki do piekarni na rogu ulicy  i koniecznie jogurt. Mimo, że grecki jogurt nie jest dla nas nowością i jemy go nierzadko – w Atenach smakuje zupełnie inaczej, znacznie lepiej, po prostu –  należycie. Tak samo jest z Sangria w Hiszpanii i chałwa na Bałkanach.

Po śniadaniu zapakowaliśmy się do świeżo wypożyczonego auta i ruszyliśmy do Centrum stolicy. Przed wyjazdem do Grecji rozpytywaliśmy się wszędzie, czy po Atenach lepiej poruszać się metrem czy jednak autem. Metro jest naprawdę dobrze rozplanowane i dojeżdża w mieście wszędzie: od lotniska po port, do tego są jeszcze nowoczesne tramwaje często pojawiające się na przystankach.  Ostatecznie jednak, podróżując z czwórką latorośli, zdecydowaliśmy się na auto. Jeżdżenie po Atenach jest rzeczywiście jak szalona gra komputerowa z jednym życiem, szukanie miejsca do parkowania –  loterią, ale możliwość wyjechania poza miasto, była dla nas fantastycznym dodatkiem do tygodniowego pobytu.

Po kilku minutach kręcenia się po wąskich, bardzo stromych uliczkach, udało nam się znaleźć puste miejsce długości naszego auta. To wystarczyło.

Ruszyliśmy pod górę spotkać się z antycznym Akropolis.

DSC_2426

 

Mieliśmy szczęście do przepięknej pogody, choć w Grecji, trudno go nie mieć. Zapowiadał się słoneczny dzień z przepięknym niebieskim niebem. Patrząc na to niebo, od razu wiadomo, dlaczego wszystko  – od flagi po okiennice  – jest tu niebieskie. Choć tak naprawdę ten charakterystyczny kolor nosi nazwę Błękit Egipski a więc jest towarem importowym.

Na Akropol należy poświęcić koniecznie cały dzień – zwłaszcza w towarzystwie dzieci. Po pierwsze dlatego, że to wielkie i rozległe miejsce, po drugie dlatego, że jest pięknym planem zdjęciowym, tyle tylko, że mocno zajętym przez setki zwiedzających. My wzięliśmy ze sobą dużą ilość wody i  przekąski, które bardzo się przydały. Choć przysiadać i odpoczywać można wszędzie, ciągle trzeba się liczyć z obecnością innych zwiedzających.

W którymś momencie na przykład próbowaliśmy zrobić sobie zdjęcie w komplecie samowyzwalaczem, niestety przy każdej próbie, ktoś wchodził nam w kadr! W końcu zdecydowaliśmy się poprosić o pomoc „przypadkowego przechodnia”, co zakończyło się miłą pogawędką z rodziną nam podobną.

Trasa pod górę jest trochę jakby pielgrzymką w ogromnej ilości ludzi wokół, ale po dojściu na szczyt wzgórza, miejsca jest wystarczająco dla każdego. Tu spędziliśmy największość czasu, powoli przechodząc od antycznego kamienia do antycznej kolumny, od których można dostać oczopląsu.

Właściwie ogrom tego miejsca zaskoczył nas wszystkich. Mimo że wiele razy widzieliśmy Akropol na zdjęciach, to doświadczenie jego jest czymś prawdziwie niebywałym. Idea czczenia Ateny, Posejdona i Zeusa, nagle wydała się nam bardzo realna: mity greckie wcale nie były mitami.

Z Akropolu można również zobaczyć, jak Ateny rozlewają się po wybrzeżu wśród pagórków i kępek zieleni: jak okiem sięgnąć wszędzie widać kanciaste domy z zielenią na dachach, aż po same góry ze śnieżnymi szczytami w oddali.

Na Akropolu byliśmy dobre trzy godziny, choć nie czuliśmy, kiedy ten czas zleciał. Wracając długim szerokim deptakiem skręciliśmy w lewo do dzielnicy Plaka, gdzie zamierzaliśmy znaleźć Tawernę z obiadem. Najpierw przywitały nas sklepy z ogromną ilością suwenirów, potem kelnerzy- frontierzy zapraszający pod swój dach. Wydali nam się znacznie łagodniejsi niż w innych miejscach, co przyjęliśmy z ulgą.

DSCN0750

Zatrzymaliśmy się w miejscu ze stolikami na zewnątrz, jako że dzień był ciepły i poczęstowaliśmy się przepyszną rybą.  Za każdym razem, gdy wybieramy miejsce na posiłek „z marszu”, boimy się, że przegapimy te najlepsze w okolicy, że obok lub dalej za zakrętem, może być jeszcze lepiej.   Tak było i tym razem oczywiście. Potem w kolejnych dniach pobytu wracaliśmy jeszcze kilka razy na Plakę i śmiało możemy powiedzieć, że wszędzie było smacznie i bardzo grecko! Greckość polegała na przykład na tym, że kelnerami byli panowie, często w średnim wieku, chętni na pogawędki z klientami. Papierosy są niestety częste w użyciu i mało kto przejmuję się, co dzieje się na sąsiednim stoliku.

Po obiedzie i zaopatrzeniu się w pierwsze suweniry, ruszyliśmy piechotą na około Akropolu na długi spacer deptakiem. Po drodze mijaliśmy ulicznych artystów i muzyków w tym jednego trębacza grającego „polskie przeboje”.

Tuż przy Akropolu stoi ogromne Muzeum z dużą ilością antycznych eksponatów i historii o ich pochodzeniu. Te zostawiliśmy sobie na dzień deszczowy, który nadszedł później. Warto tu zajść, choć żeby docenić wagę eksponatów lepiej dawkować je sobie pomału.

DSC_2397

Po całym dniu chodzenia z przyjemnością odnaleźliśmy nasze auto, zaznaczone na mapie internetowej; nazwy ulicy nie byliśmy w stanie zapamiętać.

Po powrocie do domu w mieszkalnej części Aten, dorośli zamarzyli o kawie i miodowo-sezamowym deserze, a dzieci poszły pobiegać.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.