Islandia – w Dalvik: wieloryby, delfiny i dorsze (cz. 7)

Znad zatoki wielorybiej pomknęliśmy wprost do miasta Dalvik, skąd organizowane są wycieczki na pełne morze dla oglądania delfinów i wielorybów.
Dalvik, choć przyjmuje mnóstwo turystów, jest przede wszystkim portem. Ma niemałe nabrzeże pełne większych i mniejszych statków i wspaniałe czyste powietrze pozwalające zobaczyć brzegi i szczyty oddalone o kilkadziesiąt kilometrów.

20190727_13110820190728_191212

Zainstalowaliśmy się na kempingu z widokiem na ośnieżone góry i zatokę jednocześnie, odwiedziliśmy lokalny gorący basen a  następnego dnia o wczesnej porze zameldowaliśmy się na kutrze wypływającym na poszukiwanie morskich ssaków.

Tym razem nie mieliśmy tak sielankowego szczęścia jak w poprzednie dni. Na otwartym morzu panowała mgła tak gęsta, że nie widać było końca statku. W pewnym momencie z mgły wyłonił się przed nami drugi kuter z wypatrującymi wieloryba pasażerami i tylko dzięki szybkim manewrom uniknęliśmy kolizji. Kilka osób przypłaciło to opróżnieniem żołądka wprost za burtę. Od tego momentu każdy trzymał się poręczy obiema rękami. Błądziliśmy w gęstej mgle nic zupełnie nie widząc, gdy nagle z prawej strony z mgły wyłoniło się kilka szarych delfinów pędzących prosto na nas. Ich wygięte grzbiety pokazały się nam kilka razy z zgranym szyku i zniknęły nurkując pod statkiem. Zaraz potem Kapitan oznajmił obecność kolejnych delfinów pędzących wzdłuż statku. Potem kolejnych i kolejnych. Wszystko zaczęło się dziać z ogromną prędkością. Mgła powodowała, że widzieliśmy tylko ostatni etap harców wodnych ssaków, co dodawało napięcia sytuacji. Co chwila nastawała chwila kompletnej ciszy I oczekiwania, a potem delfiny wyskakiwały tuż przy którejś z burt.
W pewnym momencie Kapitan dał znak, że widzi wieloryba i wszyscy rzucili się do prawej burty zobaczyć olbrzyma. Tymczasem wieloryb zanurkował pokazując nam tylko płetwę i od razu wynurzył się po drugiej stronie statku wprost przed oczami Zuzi, która dzielnie walczyła o spokój żołądka w odosobnieniu! Wieloryb wkrótce zanurkował ponownie i zginął we mgle. Kapitan krążył jeszcze wytrwale stateczkiem po falach szukając go po oceanie, ale niestety nie udało nam się go dojrzeć.
Powoli zaczęliśmy kierować się w stronę portu. Mgła i fale słabły. Na spokojnych wodach zatoki kapitan wyciągnął wędki I zaprosił wszystkich do sprawdzenia swoich umiejętności przy połowie dorszy. Nie ma wątpliwości, że wody z zatoce pełne są ryb; spławiki śmigały na dół co chwila I kolejni wędkarze nawijali żyłki na kołowrotki wyjmując z wody piękne okazy. Wszystkie mniejsze ryby wrzucane były z powrotem do wody, te które nadawały się do spożycia Pani z załogi patroszyła na miejscu. Po mrożącej krew I skórę przygodzie z poszukiwaniem wieloryba, zabawa z łowieniem dorszy była prawdziwą uciechą, a możliwość skonsumowania świeżej ryby z przybrzeżnego grilla była nie lada ucztą tym smaczniejszą, że spożywaną na puste żołądki.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.