Islandia – wieloryby (cz. 6)

 

Z Isafiodur ruszyliśmy w kierunku wschodnim, powoli pokonując prawie niekończące się kilometry wzdłuż północnych fiordów półwyspu. Raz na północ, raz na południe, tam I z powrotem wzdłuż każdej zatoki. Na kamieniach wystających z morza, często widać było odpoczywające foki. Było ich tak dużo, że po kilku zatokach przestaliśmy na nie zwracać uwagę. Od czasu do czasu ktoś z tyłu auta wykrzykiwał „tam, foka!”, ale nikt już nie odwracał w tym kierunku głowy.

 

W którymś momencie Julka powiedziała dość nieśmiało „popatrzcie tam !”. Chyba nikt nie zareagował, Ale wtedy  Julka, sama chyba nie wierząc w to, co się dzieje, wykrzyknęła rezolutnie „patrzcie tam, wieloryb!”. Zapiszczały hamulce, całe towarzystwo obudziło się w ciągu jednej sekundy i nosy przylepiły się do szyb. Jechaliśmy po nisko osadzonym klifie nad długa zatoką a wzdłuż niej , dokładnie przed naszymi szybami wyłaniał się raz po raz pięknym falistym ruchem najprawdziwszy na świecie czarny wieloryb.  Wyskoczyliśmy z samochodu uzbrojeni w kamery I aparaty zajmując pozycje do obserwacji rozpoczynającego się dla nas wyjątkowego widowiska. Siedzieliśmy w pełni zauroczeni tym przedstawieniem dobre trzy kwadranse, obserwując jak co róż w różnych częściach zatoki w towarzystwie hałaśliwego ptactwa wyłaniały się z wody czarne grzbiety wielorybów zakończone kształtną płetwą. Było ich kilka. Gdy już zziębliśmy na tyle, że zaczęły szczękać nam zęby, ociągając się jeszcze i oglądając za siebie, powoli wróciliśmy do samochodu.

 

Byliśmy wszyscy mocno podekscytowani tym, co się właśnie stało. Mateusz pełen wzruszenia postanowił podzielić się emocjami z nieobecnym Tatą. Długo czekał z telefonem przy uchu, a gdy w końcu usłyszał w słuchawce znajomy głos z całych sił wykrzyczał : „tato, właśnie widziałem wieloryba!”. „Mateuszku – padła spokojna odpowiedz –  jest druga w nocy. Czy możemy o tym porozmawiać jutro rano ?”

 

Rozejrzeliśmy się wokół, było zupełnie jasno; może trochę pochmurnie, ale jasno. Spojrzeliśmy na zegarki. Była godzina 1:55 w nocy.

 

Następne kilkadziesiąt kilometrów przejechaliśmy rozmawiając z  przejęciem o tym, co właśnie przeżyliśmy. Nie przeszkadzało nam zmęczenie i nocna pora. Kolejny kemping dostał nazwę „koło wielorybów”. A następnego dnia oprócz moczenia się w gorących źródłach lokalnego basenu, główną atrakcją było wypatrywanie wielorybów ze skalistych brzegów zatoki.

 

Znajdywaliśmy je bez większego trudu. Pływały po zatoce, tak jak poprzedniej nocy. Wydawało nam się, że bawią się po prostu ze sobą nawzajem, co chwilę wypuszczając fontannę wody i powietrza z charakterystycznym odgłosem.  A my siedzieliśmy na skałach I po prostu cieszyliśmy oczy niepowtarzalnym widokiem. 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.