Islandia – wyspa Grimsey i Koło Podbiegunowe Północne (cz. 8)

Głodni dalszych przygód morskich zaraz następnego dnia wyruszyliśmy tym razem ogromnym promem na wyspy Grimsey, przez którą przebiega Koło Podbiegunowe Północne.

Tym razem pogoda wydawała się wyśmienita, widoczność wspaniała, a wokół statku skakały delfiny i mnóstwo innych płetwiastych mieszkańców morza arktycznego. Jednak mało kto był w stanie zachwycać się tymi widokami; większość z pasażerów leżąc na podłodze lub przybita do foteli koncentrowała wszelkie dostępne siły na walce z chorobą morską. Fale były tak ogromne a wiatr tak mocny, że przejście nawet kilku kroków po pokładzie graniczyło z czystą brawurą, a wejście czy zejście po metalowych wąskich schodach statku było po prostu niemożliwe. Po kilku godzinach spędzonych w bezruchu w niemej walce o przetrwanie w końcu ujrzeliśmy ląd. Po kilku kolejnych kwadransach wymęczeni lecz dość szczęśliwi wyszliśmy na brzeg wyspy Grimsey.

 

Na stałym lądzie poczuliśmy się od razu o wiele lepiej, ale potrzebowaliśmy przede wszystkim zapełnić nasze chore żołądki więc zaczęliśmy rozglądać się za jakimś barem. Podobnie zresztą zrobili inni pasażerowie promu I wkrótce wszyscy znów spotkaliśmy się w tej samej bo jedynej na wyspie restauracji serwującej pyszną zupę z chlebem, frytki I obowiązkową Colę . Po krótkim posiłku ruszyliśmy rozejrzeć się po wyspie. Prom, którym przypłynęliśmy nie jest statkiem turystycznym lecz regularnym kursem dowożącym mieszkańcom prowiant i zamówienia. Przypływa raz dziennie I po kilku godzinach wraca z powrotem do Darviku. Mieliśmy wiec do dyspozycji kilka godzin przed ponownym podniesieniem kotwicy.
Wyspa ma tylko pięć kilometrów kwadratowych, sześćdziesięciu mieszkańców i całkiem sporo samochodów. Bardzo zastanowiła nas ta dość pokaźna ilość dwuśladów, zwłaszcza, że na wyspie znajduje się tylko jedna droga licząca niecałe 3 km, która  łączy przeciwległe krańce wyspy.

Na wyspie znajduje się również lotnisko. Udało nam się zaobserwować jak malutki samolot sprytnie lecąc nisko nad pasem najpierw odgonił goszczące się tam ptactwo I dopiero za drugim razem wylądował na zielonym od trawy pasie.


My obeszliśmy całą wyspę naokoło obserwując niezliczone, prześmieszne maskonury, ciesząc się świeżym i przejrzystym powietrzem. W północnej części znajduje się pomnik w kształcie kuli nazwany Orbis et Globus, która przypomina o równoleżniku 66°33`39” przebiegającym przez wyspę.

Ciakawostką na wyspie są jasne bale drewna, które same przypływają tu z Syberii. Tam dowowane dryfują niesione prądem morskim aż do malutkiej wysepki Grimsey.
Po południu, gdy meldowaliśmy się na statku w rejs powrotny, byliśmy nastawieni na kolejne kilka godzin morskich tortur, ale okazało się, że droga powrotna była samą przyjemnością. Morze było idealnie łagodne, widoki przepiękne, słońce gorące. Było tak miło, że zamiast wypatrywać wielorybów, wszyscy pozasypialiśmy na ławkach statku.
To była szósta ostatnia podróż morska, którą odbyliśmy w Islandii. Kolejnym miastem, gdzie możnaby wypłynąć w morze szukając wielorybów jest Hursavik, ale tam nie zdecydowaliśmy sie zawitać. Mimo ogromnej ochoty oglądania wielorybów, nasze żołądki stanowczo wolały pozostawać pełne. Po powrocie z Grimsey postanowiliśmy więc już raczej trzymać się stałego lądu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.